http://wszystkoobieganiu.com.pl

Faceci katują się, kobiety biegają dla siebie PDF Drukuj Email
środa, 29 sierpnia 2012 18:54

"Uroki biegania odkryłem dopiero na sportowej emeryturze", zdradza  Jeff Galloway, trenerem 200 tysięcy biegaczy na całym świecie w  rozmowie z  Przemkiem Walewskim.

- Jeff, dla wielu maratończyków, którzy po raz pierwszy usłyszeli o twojej metodzie i wyłapali z niej tylko to, że „bieganie można chodzić”, to nie jest zbytnio motywujące. Wielu amatorów schodzi z trasy maratonu, gdy nie mogą już biec. Od lat wbija się biegaczom do głów, że nawet banany z punktów odżywczych trzeba przechwytywać w locie.

- Też tak robiłem 40 lat temu! (śmieje się Jeff). Zdaję sobie sprawę, że moja metoda nie jest popularna w Polsce. W końcu moda na bieganie trafiła do twojego kraju stosunkowo niedawno.

- Wyobraź sobie, że jeszcze 9 lat temu marzeniem organizatorów biegów było zgromadzenie na starcie 500 zawodników.

- Ale za to teraz widzę, że lawina biegaczy przygniata malkontentów, którzy odwracają się do sportu plecami. W USA przeżywaliśmy to na początku lat 70-tych XX wieku, a nawet pod koniec lat 60-tych.

- Ale wróćmy do metody treningów. Czy biegacz powinien maszerować? Przebiegłem maraton z najlepszym piechurem świata, Robertem Korzeniowskim. Chciał koniecznie cały dystans przebiec, a nie przemaszerować. Nawet banany chwytaliśmy w biegu…

- Znam Korzeniowskiego, to fenomenalny sportowiec. To jednak były zawodowiec, nie musiał stosować mojej metody run-walk-run. Chociaż jest klasowym chodziarzem (śmiech).

- Dla  kogo jest zatem twoja metoda? Amatorzy wstydzą się kilkunastu metrów marszu, a byli zawodowcy jej nie potrzebują.

- Wiesz mi, że na świecie są tysiące ludzi, którzy chcą biegać, ale boją się, i słusznie, zmierzyć z dystansem. Nie mówię o maratonie czy półmaratonie. Dla wielu dystans 10 km to kosmiczny dystans. Dzięki mojej metodzie mają szansę pokonać dystans.

- …i poczuć się biegaczem?

- A dlaczego nie? Zobaczysz, jak będziesz o 20 lat starszy docenisz tę metodę. Jaką masz życiówkę w półmaratonie?

- 1:09.30, ale teraz biegam o paręminut wolniej.

- I OK ! Czyli maraton możesz pobiec poniżej 2:30.00. Nie wierzysz mi? Jeden z moich podopiecznych „metodą Galloway’a” pokonał maraton w 2:28.00. I co na to powiesz?

- Mówisz serio? To brzmi zachęcająco… Za 20 lat może się skuszę (śmiech).

- Czy wyglądam na niepoważnego faceta? (śmieje się także Jeff, a jego żona Barbara szturcha go żartobliwie w bok). Naprawdę, ta metoda działa! Biegaczem trzeba się stać i to nie tak w kilkanaście dni. Jeśli ktoś zaczyna przygodę z bieganiem, mając dobrze po 40-tce, albo ma nawet 30 lat, ale jest kompletnie zapuszczony, to musi mierzyć siły na zamiary.

- I to mówi były wyczynowiec, olimpijczyk, który 16 mil biegał w czasie 47 min 49sek.?

- To były dawne czasy. Uroki biegania odkryłem dopiero … na sportowej emeryturze. Wokół ciebie jest przyroda, miejsca, których nie widziałeś, a nie tylko wąski kąt spojrzenia na stoper. Wcześniej nie miałem czasu, by to dostrzec, bo pewnie za szybko pędziłem! Bieganie to coś pięknego, co jest jednym z sensów życia. Jeśli czuje się tego bluesa, to zostanie się w tym biznesie do końca życia. Wielu zawodowców kończy swoją przygodę z bieganiem w momencie końca kariery, nie stara się promować biegania.

- A może już miałeś dość kontuzji? Zawodowcy kończą karierę, bo muszą i pewnie mają jakąś traumę?

- To też, ale, wierz mi, od ponad 30 lat nie miałem poważnej kontuzji. Naprawdę! Trzeba znaleźć ten złoty środek pomiędzy swoimi możliwościami, a treningiem i potem startami. Ktoś zapali się do biegania, postanowi wyjść na pierwszy trening i od razu przebiec 10 km i padnie. Może być tego pewien. Moja metoda daje możliwość łagodnego wejścia w trening i złapać kontuzji.

- Niewielu facetów pogodzi się z myślą, że nie pobije swoich życiówek i rekordów swoich kumpli. Mężczyźni muszą rywalizować z sobą. Myślisz, że nawrócisz ich na metodę Galloway’a?

- To typowe myślenie w stylu macho. Faceci katują się, łapią kontuzje. Zmagają się z bieganiem, jak z jakąś słabością, zamiast czerpać z biegania radość. Bieganie jest czymś naturalnym. Bezruch to brzmi jak wyrok. Bieganie to pretekst, by coś zmienić w swoim życiu. W końcu założyć buty do biegania i wyjść potruchtać, to o wiele prostsze do realizacji niż umawianie się na tenisa czy koszykówkę.

- A kobiety? Mają inną mentalność?

- One biegają dla siebie. Większość moich uczniów, z którymi wymieniam setki maili to kobiety. Moja żona, Barbara, jest specjalistką od treningu kobiet. Kobiety biegają nie patrząc na stopery, ale słuchają muzyki. To o wiele lepsze, daje większą szansę na efekty, niż nerwowe zerkanie na stoper. Zawsze powtarzam, że na początku swojej przygody z bieganiem nie zakładaj nawet zegarka na rękę. Wsłuchaj się w siebie. Nie pokonuj na siłę siebie na tym etapie. Panie są też bardziej wytrwałe. Jak sobie coś założą, to już realizują. Facetów kumple potrafią wyciągnąćdo knajpy, zamiast na trening. Uważam, że kobiety, potrafią lepiej się zorganizować i przeznaczyć czas na bieganie. Muszą lepiej się organizować w swoich obowiązkach.

- I zadbaj o profesjonalne buty….

- Koniecznie! Niewłaściwie dobrane obuwie potrafi przyprawić o groźną kontuzję i zniechęcić do biegania. Teraz nie ma już złych butów do biegania, mogą być jedynie źli sprzedawcy, którzy nie potrafią doradzić. I jeszcze jedna uwaga odnośnie kobiet: one zarażają bieganiem innych. Założmy, że to kobieta pierwsza w rodzinie zaczęła biegać. Na 100 procent jej facet nie puści jej samej na treningi i nie będzie chciał być gorszy. Dzieci też przyciągnie przykład biegającej mamy. Jeśli mężczyźni biegają z tą samą motywacją, co kobiety, to biegają dla zdrowia, zgrabnej sylwetki. Znasz to, też robisz fajną robotę w swojej akademii.

- A ty, Jeff, jak długo zamierzasz biegać? Gdzie jest twoja meta? Pytam, choć domyślam się, bo mi zadają te same pytania, twojej odpowiedzi.

- Oj, droga do mety jeszcze daleka! Mam zamiar biegać do setki (Jeff urodził się w 1945 roku – przyp. autora). Chcę pobiec w rocznicę swoich setnych urodzin. Zobaczysz! Ty masz jeszcze dalej do mety. Ale naprawdę warto.

- Dziękuję, Jeff, na pewno nie odpuszczę! Wiemy obaj, że w bieganiu nie zawsze trzeba się „napinać”, by coś osiągnąć Ważna jest radość biegania.


Podstawowe zasady Galloway’a

1. Przeplataj bieg marszem. Na dystansie półmaratonu: 3 min biegu – 1 min marszu. Gdy złapie ciebie kryzys zmień tę proporcję na 2/1.

2. Nie stosuj strechingu. Rozgrzewaj się na przemian marszem i truchtem. Rozciąganie przed i po biegu jest dobre dla tych biegaczy, którzy czują z tego wyraźną korzyść. Stosuj przed startem: 3 minuty marszu, 6 minut biegu, potem naprzemiennie 1minuta marszu/1minuta biegu.

3. Bardzo ważne są długie wybiegania. Rób je podczas weekendu, gdy masz wiecej czasu i nikt ciebie nie goni. Jeśli, z jakiś powodów wypadną wam, to trzeba je zrobić w ciągu kolejnych 2-5 dni. Pozostałe treningi możesz, bez obaw, pominąć nawet raz na dwa tygodnie.

4. Nie załamuj się chorobą lub przerwą z innego powodu nawet przez 10 dni! Szybko wrócisz do formy. Pierwszy trening po przerwie cały zaplanowany dystans przemaszeruj. Jeśli nie zatyka ciebie, to następnego dnia dodaj do 15 sekund przebierki (w odstępie 1 minuty). Marsz jest twoją ochroną przed przeforsowaniem.

5. Podczas poważnej kontuzji można „biegać” w basenie. W kapoku. Nie obciążasz stawów i mięśni.

Wcześniej nie miałem czasu, by to dostrzec, bo pewnie za szybko pędziłem! Bieganie to coś pięknego, co jest jednym z sensów życia. Jeśli czuje się tego bluesa, to zostanie się w tym biznesie do końca życia. Wielu zawodowców kończy swoją przygodę z bieganiem w momencie końca kariery, nie stara się promować biegania.

- A może już miałeś dość kontuzji? Zawodowcy kończą karierę, bo muszą i pewnie mają jakąś traumę?

- To też, ale, wierz mi, od ponad 30 lat nie miałem poważnej kontuzji. Naprawdę! Trzeba znaleźć ten złoty środek pomiędzy swoimi możliwościami, a treningiem i potem startami. Ktoś zapali się do biegania, postanowi wyjść na pierwszy trening i od razu przebiec 10 km i padnie. Może być tego pewien. Moja metoda daje możliwość łagodnego wejścia w trening i złapać kontuzji.

- Niewielu facetów pogodzi się z myślą, że nie pobije swoich życiówek i rekordów swoich kumpli. Mężczyźni muszą rywalizować z sobą. Myślisz, że nawrócisz ich na metodę Galloway’a?

- To typowe myślenie w stylu macho. Faceci katują się, łapią kontuzje. Zmagają się z bieganiem, jak z jakąś słabością, zamiast czerpać z biegania radość. Bieganie jest czymś naturalnym. Bezruch to brzmi jak wyrok. Bieganie to pretekst, by coś zmienić w swoim życiu. W końcu założyć buty do biegania i wyjść potruchtać, to o wiele prostsze do realizacji niż umawianie się na tenisa czy koszykówkę.

- A kobiety? Mają inną mentalność?

- One biegają dla siebie. Większość moich uczniów, z którymi wymieniam setki maili to kobiety. Moja żona, Barbara, jest specjalistką od treningu kobiet. Kobiety biegają nie patrząc na stopery, ale słuchają muzyki. To o wiele lepsze, daje większą szansę na efekty, niż nerwowe zerkanie na stoper. Zawsze powtarzam, że na początku swojej przygody z bieganiem nie zakładaj nawet zegarka na rękę. Wsłuchaj się w siebie. Nie pokonuj na siłę siebie na tym etapie. Panie są też bardziej wytrwałe. Jak sobie coś założą, to już realizują. Facetów kumple potrafią wyciągnąćdo knajpy, zamiast na trening. Uważam, że kobiety, potrafią lepiej się zorganizować i przeznaczyć czas na bieganie. Muszą lepiej się organizować w swoich obowiązkach.

- I zadbaj o profesjonalne buty….

- Koniecznie! Niewłaściwie dobrane obuwie potrafi przyprawić o groźną kontuzję i zniechęcić do biegania. Teraz nie ma już złych butów do biegania, mogą być jedynie źli sprzedawcy, którzy nie potrafią doradzić. I jeszcze jedna uwaga odnośnie kobiet: one zarażają bieganiem innych. Założmy, że to kobieta pierwsza w rodzinie zaczęła biegać. Na 100 procent jej facet nie puści jej samej na treningi i nie będzie chciał być gorszy. Dzieci też przyciągnie przykład biegającej mamy. Jeśli mężczyźni biegają z tą samą motywacją, co kobiety, to biegają dla zdrowia, zgrabnej sylwetki. Znasz to, też robisz fajną robotę w swojej akademii.

- A ty, Jeff, jak długo zamierzasz biegać? Gdzie jest twoja meta? Pytam, choć domyślam się, bo mi zadają te same pytania, twojej odpowiedzi.

- Oj, droga do mety jeszcze daleka! Mam zamiar biegać do setki (Jeff urodził się w 1945 roku – przyp. autora). Chcę pobiec w rocznicę swoich setnych urodzin. Zobaczysz! Ty masz jeszcze dalej do mety. Ale naprawdę warto.

- Dziękuję, Jeff, na pewno nie odpuszczę! Wiemy obaj, że w bieganiu nie zawsze trzeba się „napinać”, by coś osiągnąć Ważna jest radość biegania. Do zobaczenia. Myślę, że w Poznaniu?


Podstawowe zasady Galloway’a

6. Przeplataj bieg marszem. Na dystansie półmaratonu: 3 min biegu – 1 min marszu. Gdy złapie ciebie kryzys zmień tę proporcję na 2/1.

7. Nie stosuj strechingu. Rozgrzewaj się na przemian marszem i truchtem. Rozciąganie przed i po biegu jest dobre dla tych biegaczy, którzy czują z tego wyraźną korzyść. Stosuj przed startem: 3 minuty marszu, 6 minut biegu, potem naprzemiennie 1minuta marszu/1minuta biegu.

8. Bardzo ważne są długie wybiegania. Rób je podczas weekendu, gdy masz wiecej czasu i nikt ciebie nie goni. Jeśli, z jakiś powodów wypadną wam, to trzeba je zrobić w ciągu kolejnych 2-5 dni. Pozostałe treningi możesz, bez obaw, pominąć nawet raz na dwa tygodnie.

9. Nie załamuj się chorobą lub przerwą z innego powodu nawet przez 10 dni! Szybko wrócisz do formy. Pierwszy trening po przerwie cały zaplanowany dystans przemaszeruj. Jeśli nie zatyka ciebie, to następnego dnia dodaj do 15 sekund przebierki (w odstępie 1 minuty). Marsz jest twoją ochroną przed przeforsowaniem.

10. Podczas poważnej kontuzji można „biegać” w basenie. W kapoku. Nie obciążasz stawów i mięśni.

 

 

 

 

 

Poprawiony: środa, 29 sierpnia 2012 21:15